|
Strona 1 z 7 Wielu z nas marzyło w dzieciństwie o posiadaniu legendy amerykańskiej motoryzacji. Jedni marzyli o wielkich krążownikach szos inni o autach sportowych. Kiedy dorastamy marzenia są bardziej realne i co bardziej zwariowane „duże dzieci” starają się je realizować.
Tak było i w moim przypadku. Na początku powstał problem na jaki samochód się zdecydować. Podobały mi się zarówno wielkie bryki jak i ścigacze. Po wielu nocnych rozważaniach zdecydowałem się na Chevroleta Corvette model C3. Rozpoczął się okres gorących poszukiwań w Internecie odpowiednich ofert.
Szukałem na różnych aukcjach, grupach dyskusyjnych i stronach dealerów. Kiedy już wreszcie trafiłem na dobrą w mojej ocenie ofertę, sprawy sprowadzenia do Polski potoczyły się bardzo szybko i po pięciu tygodniach upragnione „cacko” stało już pod domem. Gwoli wyjaśnienia „cacko” czyli samochód, który ostatnie naście lat swojego żywota stał w krzakach. Nadwozie było w stanie opłakanym, spękana karoseria, złuszczona farba.

Wnętrze zalane, siedzenia pogryzione przez szczury… obraz nędzy i rozpaczy.
Silnik dzięki wyciekom olejów z pod wszystkich uszczelek doskonale się zakonserwował.
W toku dalszych oględzin sprawdziłem ramę, która była w całkiem niezłym stanie. Elementy zawieszenia bardzo mocno wyeksploatowane. Ale dosyć narzekań, czego się można spodziewać po 30-to letnim zaniedbanym samochodzie. Czas przystąpić do renowacji. Na pierwszy ogień poszło wnętrze pojazdu.
|